Jak czuje się człowiek, którego okoliczności zmuszają do chowania się w obcym lesie, w obcym kraju, do picia wody z kałuż i bagien? Z czego musi zrezygnować, żeby przetrwać, czując, że może umrzeć z zimna?

Jak przekonać innych, że każdy ma takie samo prawo do godnego życia, godnych zarobków, bezpieczeństwa? Jak pisać, żeby inni przestali widzieć w drugim człowieku wrogiego „najeźdźcę”? Żeby zobaczyli, że ten „inny” to dokładnie ktoś taki jak ja, czy Ty.

Ile jeszcze czasu musi upłynąć, żeby w podlaskich lasach przestali umierać ludzie? Żeby rząd w końcu zauważył, że obecne rozwiązania, chociażby w postaci muru, niczego nie zmieniły. Że zamknięcie oczu, żeby nie widzieć cudzego cierpienia, nie sprawi, że to cierpienie zniknie…

Poniżej znajdziecie najnowszą relację aktywistki Grupa Granica i Stowarzyszenia Egala:

„Noc paschalna w cerkwi prawosławnej. Nocne wyjście. Idziemy w deszczu, przez wykroty i bagna. Staramy się to robić szybko, ponieważ mamy wezwanie do kobiety, która traci przytomność.

Znajdujemy grupę. Są zziębnięci, głodni, cali się trzęsą. Najpierw zajmujemy się kobietą. Pomagamy jej z przebraniem i otulamy folią. Następnie zaczynamy opatrywać stopy mężczyźnie znajdującemu się obok; nie ma sił, żeby wstać.

Opatrujemy stopy jednej osobie, za chwilę drugiej, trzeciej… Prowizoryczny dach z folii daje nam schronienie przed deszczem w tę świąteczną noc. Czekamy na medyka. Kobieta nadal dygocze, jej ciało drży nie tylko z zimna, ale i z bólu. Podajemy podstawowe leki przeciwbólowe. Czekamy, nasłuchujemy. Czerwone światełko z czołówki jest naszym jedynym źródłem światła. To za mało, żeby zobaczyć jakieś szczegóły, żeby zobaczyć rysy twarzy drobnych chłopaków. Za mało, żeby dobrze widzieć siebie nawzajem.

W końcu przychodzi świt. Budzą się ptaki. Zmartwychwstanie Pańskie. Zmartwychwstanie „dziewczyńskie”.

Skip to content