Przeczytajcie krótki i poruszający wpis autorstwa Pauliny Bownik, lekarki udzielającej pomocy humanitarnej i medycznej na terenach przy granicy z Białorusią.

Jestem mężczyzną; jestem kobietą; jestem osobą niebinarną; jestem nastolatkiem lub nastolatką, jestem dzieckiem. Uciekłem z Syrii, z Jemenu, z Afganistanu. Mogę być Jezydką, która nigdy w życiu nie chodziła do szkoły; albo jestem inżynierką znającą pięć języków. Nie chcę, by moi bliscy cierpieli głód i walczyli o przetrwanie każdego kolejnego dnia, tygodnia, miesiąca. Szukam bezpiecznego, stabilnego życia. Ląd i las są lepsze niż malutka łódka na morzu. Idę. Jeśli jestem kobietą lub dziewczynką, prawdopodobnie mnie zgwałcą. Jeśli jestem kobietą lub dziewczynką z Konga lub Kamerunu, prawdopodobnie to nie będzie mój pierwszy w życiu gwałt. Jeśli jestem w ciąży, oby była widoczna. Jeśli nie jest, nie uwierzą. Mogę mieć niewiarygodne szczęście i przejść przez płot bez jednego push-backu, albo pecha – i wtedy połamać sobie ręce, nogi, kręgosłup; albo umrzeć z głodu, zimna lub pragnienia. Mogę trafić na ludzi którzy zadzwonią po Polish Police; albo na takich, którzy dadzą mi jeść i pić. Mogę umrzeć, albo mogę przeżyć. Nigdy nie wiem, kim będzie dla mnie człowiek którego spotkam. Zmierzam do piekła, czy nieba?

O śmierciach na pograniczu polsko-białoruskim powiedziano i napisano już wszystko. Mogę tylko dodać: Nie bądźcie dla innych piekłem.

Zdjęcia są autorstwa Anny Kolber i pochodzą ze sprzątania bagien Siemianówki po akcji ratowania trójki Afgańczyków. Na tej malutkiej wysepce tłoczyło się siedem osób. Nie mam pojęcia jak, ale moim zdaniem w czasach Zagłady dzieją się rzeczy nie do pojęcia.”

Skip to content