Śmierć dziecka to zawsze tragedia, w jakim by nie było ono wieku. Kilka dni temu, przy samej granicy, po stronie białoruskiej, nagrano ojca rozpaczającego nad leżącym przed nim martwym ciałem jego córki, młodej Syryjki.
„Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknienim swoim.”

Wojna w Syrii wybuchła w 2011 roku. Do tej pory pochłonęła ona ponad poł miliona ofiar, a ponad 13 milionów ludzi straciło swój dom i potrzebuje pomocy humanitarnej. Syryjkę z polsko-białoruskiej granicy możemy doliczyć do tych pół miliona ofiar – zginęły one w różny sposób, ale każda tragicznie.
„Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.”

Na nagraniu ojciec twierdzi, że wcześniej znajdował się na terenie Polski, której funkcjonariusze zmusili go do przeniesienia znajdującej się już w stanie krytycznym córki na białoruską stronę przez bramkę w płocie. Być może nie znajdziemy dowodów przemawiających za taką wersją wydarzeń. Niewątpliwie jednak młoda kobieta zmarła – na swoich oficjalnych profilach odniosły się do tego i białoruskie, i polskie służby graniczne.
„A ty, pociecho moja, już mi sie nie wrócisz
Na wieki ani mojej tesknice okrócisz.”

Syryjczycy koczują w formalnych i nieformalnych obozach dla uchodźców, pustostanach, ruinach. Żyją w skrajnej biedzie. W takiej sytuacji znajduje się 9 na 10 syryjskich rodzin uchodźczych szukających schronienia w Libanie.
„Zgwałciłaś, niepobożna śmierci, oczy moje,
Żem widział umierając miłe dziecię swoje.”

Nawet jeśli nie możemy być pewni, że akurat temu ojcu i jego córce nie udzielono pomocy, a zamiast tego wypchnięto ich przez granicę do białoruskiego lasu, to jesteśmy pewni, że nasze służby na Białoruś wypchnęły wiele innych osób. Polska Straż Graniczna regularnie potwierdza to na swoim oficjalnym profilu, deklarując, ile osób „doprowadzono do linii granicy”. Nigdy się nie dowiemy, ile osób zmarło z wycieńczenia w wyniku jednej lub wielu takich wywózek.
„U nóg martwa upadła. O zła Persefono,
Mogłażeś tak wielu łzam dać upłynąć płono?”

Syria jest w 40% zniszczona. Zrównana z ziemią jest infrastruktura, szpitale, szkoły. Na zdjęciach z syryjskich miast widać gruzy, gruzy, i gruzy. Materialne straty są większe niż w Polsce po II wojnie światowej.
„Orszulo moja wdzięczna, gdzieś mi sie podziała?
W którą stronę, w którąś sie krainę udała?”

Nie ma nic zadziwiającego w tym, że znajdujący się w takiej sytuacji Syryjczycy próbują uciekać do lepszego świata. Tak samo jak miliony osób z Ukrainy, których w tym roku przyjęliśmy w Polsce. Tak samo jak miliony osób, które uciekają przed każdą inną wojną. Tak samo jak próbowałaby zapewne postąpić większość z nas, przynajmniej tych bardziej zaradnych i dysponujących odpowiednimi środkami, gdybyśmy znaleźli się w takiej sytuacji. Nie ma nic dziwnego w tym, że z Syrii próbowali uciec ojciec z córką, którzy trafili do lasu przy polsko-białoruskiej granicy. Dziwne mogłoby wydawać się to, jak potraktowały ich służby nie tylko białoruskie, ale też polskie. To, że dziś nas to już nie dziwi, jest miarą naszych czasów.
„Żałości, co mi czynisz? Owa już oboje
Mam stracić – i pociechę, i baczenie swoje?”

Przez ponad 10 lat, od początku wojny, urodziło się około 5 milionów syryjskich dzieci. Ponad milion z nich urodziło się jako uchodźcy w krajach sąsiednich. Nie znają one życia innego niż wojna i uchodźstwo. Nie mają nadziei na normalne życie w swojej ojczyźnie.
„Żaden ociec podobno barziej nie miłował
Dziecięcia, żaden barziej nad mię nie żałował.”

Dla młodej Syryjki próba ucieczki zakończyła się tragicznie. Być może, gdy nie miała już sił, miała chociaż świadomość, że zrobiła co mogła, by przed wojną uciec. Być może jej ojciec do końca życia będzie żałował tej podróży – choć dla niego wciąż się ona nie zakończyła – dla rodzica śmierć dziecka to największa tragedia.
„Moja wdzięczna Orszulo, bodaj ty mnie była
Albo nie umierała lub sie nie rodziła.”